Człowiek, a co dopiero użytkownik albo admin, ma wprost nieokiełznaną potrzebę wprowadzania choćby malutkiego, niewielkiego, subtelnego chaosiku. Jak wszystko jest tak zgrabnie poukładane, to nagle nie wiadomo skąd rodzi się myśl, że może by tak w tym równiuteńko ustawionym rzędzie jeden element nieco krzywo usadowić. Nie wiem, może to sprawia nam jakąś finezyjną, wyuzdaną przyjemność? Namącić i patrzeć później, dziwić się czemu wszystko płonie?

Musi być w tym pierwiastek perwersji jakiejś. To wprost niemożliwe aby robić to tak bez sensu, bez impulsu. A jednak. Zawsze, ale to zawsze chaos musi się objawić. Wydaje mi się, że jest to tak głęboko w nas wrośnięte, że nawet tworząc oprogramowanie, które ma zmącenie klarować, robimy to tak, że ono samo to szaleństwo pogłębia. Nie dość, że mamy bałagan w tym, co chcieliśmy usystematyzować, to pieprznik sam się robi i w oprogramowaniu do jego porządkowania – zamiast jednego mamy dwa, skręcone z sobą jak słuchawki w kieszeni.

Tak ta Sodoma goni Gomorę i w zasadzie zarządzanie infrastrukturą IT to ciągłe sprzątanie, tamowanie mętliku, powstrzymywanie się przed wsadzeniem łap i namąceniem. Niektórzy remedium doszukują się w dokumentacji, tworząc jej całe wagony. Wjeżdża przy odbiorze, przeglądzie, audycie, zwolnieniu, zatrudnieniu… zaraz trzeba do tego system, obieg, archiwum, procedury, procesy. Wagony dokumentacji, której nie czyta nawet autor. Przecież system pomoże, stworzy na żądanie, dopieści, sformatuje. Jasne. Word ma już ponad 30 lat, ale jakoś przez swoje dziesiąt wersji nie potrafi w dokumencie dłuższym niż 50 stron poprawnie ponumerować nagłówków. Zawsze znajdzie się gdzieś nieoczekiwany zwrot w numeracji, inna czcionka, czy też zagubiona sekcja. Przez ponad ćwierć wieku nikt z setek autorów wspomnianego procesora tekstu nie okiełznał tego problemu. Problemu, który każdemu kto musi tamować chaos, tworząc dokumentację na kilogramy, spędza sen z powiek. Nasuwa się natrętne pytanie, dlaczego? Wizja, że pracują tam sami sadyści jest, to prawda, kusząca, ale wydaje się, że jednak, że po prostu na dłuższą metę takie lekkie odchylenie nie przeszkadza. Ba! Może nawet sprawia radość.

Stary, zaprawiony w bojach admin – taki co to nie jednym jajkiem się bawił wie, że pierwsza dokumentacja wiosny nie czyni, że systemy wspomagające porządek są wymysłem dla nieopierzeńców. Jego pałac pamięci jest jak Luwr. Gdy się po nim przechadza, to nie omieszka się potknąć o klucz produktu NT 4.0, omieść wzrokiem zmurszałe nieco reguły iptables z PLD będącego starą bramą do całej sieci. Znachor IT wie o wszystkim, o każdym, a słowo jego staje się ciałem. Niczym stary pająk plecie sieć infrastruktury i porusza się po niej jak wirtuoz. Nikt nie wie, gdzie które włókna prowadzą, ale jest w tym swoisty porządek, dzika logika niezgłębiona przez nikogo poza autorem. Czasem jakiś młody próbuje się do sieci dobrać, mota się i kręci w kółko, a stary szepcze mu do ucha – to tak, a tamto tak, dokumentacja? Brak. Staremu na pewno sprawia przyjemność patrzenie na nieudolność padawana, może nawet wzbudza jego pewne głęboko ukryte ojcowskie instynkty. Stary pająk pozawala na takie ekscesy jak zgłoszenia serwisowe, czasem nawet każe coś dla sportu udokumentować. Młody nawet zmieni coś, postawi nieco krzywo – niech ma. Potem pająk odchodzi, a młody staje się aktorem pierwszego planu… zazwyczaj odgrywając wówczas tragedię. Zaczyna w rozpaczy tamować chaos, który wynika z niezrozumienia cudzej logiki. Oranie, zakupy, łatanie i łzy.

Bałagan ma wiele twarzy, ale jedno wspólne – robi się sam. Jest jak entropia zjadająca niezamieszkany dom. Ten rozkład dzieje się bez naszego uczestnictwa, ale co najbardziej dramatyczne, z naszym może dziać się jeszcze szybciej. Trzeba czasem się w tym szaleństwie zatrzymać i popatrzeć na architekturę całościowo i może nic do niej nie dokładać, aby ją uporządkować, tylko raczej coś z niej usunąć. Czasami poza optymalizacją warto również poświecić chwilę na refleksję dlaczego to tak działa i po co? Może się wówczas okazać, że zmniejszenie  chaosu nie jest wymagane, bo to co nam się nim na początku wydawało, to poprawne działanie… lub odwrotnie może cała nasza infra osiągnęła już taki stan abstrakcji, że w sumie to działa sama dla siebie.

Artykuł został opublikowany na łamach IT Professional.

About the author

Bloger i niezależny konsultant z wieloletnim doświadczeniem w branży IT. Specjalizujący się w wirtualizacji i cloud computingu. Posiada tytuły MCP, MCTS, VCP oraz VMware vExpert.

Leave a Reply