Zarządzanie projektem to wojna. Pamiętacie tę scenę ze Starcrafta, gdy Sarah Kerrigan, porzucona na planecie opanowanej przez Zergi, zostaje obleziona przez hordy krwiożerczych potworów? Tak właśnie wygląda zarządzanie projektem informatycznym. Piękna alegoria. Wszystko płonie, miasto się wali, potwory z najgorszych koszmarów biegną w Twoją stronę, a zespół, który miał Cię uratować, odlatuje z prędkością hiperprzestrzenną daleko, daleko stąd. W punkt.

Project Manager jest zawsze osaczony. Zawsze po terminie i przeważnie umiera na zawał przed czterdziestką. Myślę, że podczas studiów (o ile takie są) powinni przestrzegać potencjalnych kandydatów, że ich długość życia znacząco może się skrócić. Może nawet to robią i pewnie mówią im żeby o tym nikomu spoza zakonu PM nie mówili. Mroczne to osoby. Z jednej strony wiedzą, że jest beznadziejnie, ale się śmieją, bo cóż innego pozostaje, z drugiej jednak krzyczą wewnętrznie tak głośno, że jakby popuścili pary, to bomba zrzucona na Hiroszimę byłaby pestką.

Zawsze mnie ciekawi, jaka myśl powoduje, że ktoś chce zostać Project Managerem. Rozważałem daleko idący masochizm, taki informatyczny BDSM… ale jednak nie mogę dojrzeć przyjemności, gdy ich biją, wiążą i wkładają w jaźń rozgrzane żelazo. Chyba, że ta przyjemność tli się głęboko w środku i przez pokrytą bliznami, zgrubiałą skórę nie można jej wypatrzeć. Myślałem też, że może to syndrom sztokholmski – takie uwielbienie swojego oprawcy, takie w przerażeniu i łzach oczekiwanie na to, że Pan przyjdzie i upokorzy, zbije, wzgardzi. Jednak ani jedno, ani drugie nie do końca mi pasowało, ponieważ oba powyższe założenia implikują uczucia… a jak dobrze wiemy, dobry PM musi je świetnie zauważać i interpretować, ale nie posiadać. Zatem kim jest ten człowiek z żelaza, ta siłaczka, która przełyka co dnia całą żółć niedowiezionych KPI, dziegć przekroczonych terminów i piri-piri braku kompetencji w zespole?

Może jest tak, że olbrzymy wykuwają ich gdzieś wysoko w górach, misternie łączą bazalt z granitem, a deszcze, wiatr i mróz rzeźbią, by mogli zstąpić którejś wiosny w doliny. Następnie idą w dół strumienia do miasta, gdzie korporacja ich odziewa, karmi, wyposaża w tarczę Princa Drugiego, miecz ITIL’a wszechmogącego i siatkę złożoną z LEAN. Następnie puszcza w wir wojny, na zapomnianą przez boga planetę projektu migracyjnego i tam giną setkami, kładąc miliony wrogów. Prawdą może być również, że Project Managerowie wywodzą się ze starego Klanu Ludzi Stepu. Jako młodzi chłopcy, tak do lat 3, porywani są z domów i później przechodzą szkolenie, gdzie muszą wychować, a później zabić swojego psa, ćwiczą od rana do wieczora sztuki Ganta i arcymagię Outlooka. Szkolenie trwa 14 lat, nie mogą nic mówić, a nieposłusznym ucina się języki. Poddawani są różnym praktykom – całonocne stanie na mrozie, rok w piwnicy, gdzie polewani są na zmianę, a to zimną, a to gorącą wodą i rok jako moderatorzy kafeteria.pl. Wszystkie te straszne próby, pozwalają im zdobyć wytrzymałość i wiedzę, z którą idą na studia Administracji Publicznej czy innej Socjologii, gdzie uczą się mówić. Słyszałem też od jednego PM, który na łożu śmierci wyjawił mi sekret swojego życia. Powiedział, że skończył on Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych, po którym jako jedyny z grupy dostał się na stanowisko PM, ponieważ podczas testu psychologicznego wyszło, że jest totalnym psychopatą, który nie posiada uczuć, przez co jest  idealnym kandydatem – bo w momencie kłamstwa wierzy w 100% w to, co mówi, ale nie wierzy w ogóle w nic, co czyni go całkowicie odpornym na wariograf.

Drogi czytelniku zatrzymaj się, zadumaj nad losem swojego Project Managera, pomyśl jaką drogę przeszedł i z jaką codziennością się zderza. Zapłacz nad jego losem i zastanów się jaką krzywdę mu robisz, jak termin znów przesuniesz, jak znów nie dowieziesz lub zrobisz to z wątpliwą jakością… Ty w jego oczach wówczas uciekasz Battlecruiserem daleko stąd, a on tam na dole osaczony przez Zergi walczy. Nie zostawiaj go, bo on przetrwa i wróci, jak król ostrzy i dopiero będziesz miał przechlapane.

Artykuł opublikowano na łamach IT Professional.

About the author

Bloger i niezależny konsultant z wieloletnim doświadczeniem w branży IT. Specjalizujący się w wirtualizacji i cloud computingu. Posiada tytuły MCP, MCTS, VCP oraz VMware vExpert.

Leave a Reply