Historia pokazała już nie raz, że wzburzony tłum może zdziałać cuda. Owszem krzyk i lament mas zawsze poruszał fundamenty… Nasuwa się tylko pytanie, czy te poruszenie nie zostało wcześniej splanowane, jako rewelacyjna intryga inżynierii społecznej. Od początku wprowadzenia nowego licencjonowania vSphere czuło się słodki i lepiący smak intrygi. Całe tłumy specjalistów, klientów, konsultantów, ludzi mniej lub bardzie związanych z tematem wybuchło z powstańczą żarliwością. Przez moment miałem wrażenie, że wyjdą na ulice i zaczną palić samochody biorąc przykład od śniadych kolegów z Londynu. Skończyło się tak jak miało się skończyć… VMware niczym dobra wróżka pojawił się tuż przed balem i wyczarował karetę, suknie i pantofelki. Ach te bajkowe zakończenia, są takie proste, przyjemne i uczą nas jednego – zawsze gdzieś tam, w otchłani Babilonu siedzi ktoś od nas mądrzejszy, bardziej znaczący, który rozdaje karty… a my, cóż, mimo świadomości możemy tylko grać jego partię, bo wszystkie karty od dawien dawna są policzone.

Bajki zawsze były okrutne. Tak jak i licencjonowanie. Niby mamy wybór, kilka dróg, ale zawsze, aby zdobyć wszystko musimy iść tą najgorszą, co w tym wypadku oznacza najdroższą. Tak, więc znacie już możliwości nowego vSphere, pożądacie ich… Powoli. Ceny za licencje, która otworzą przed wami wrota tych niebagatelnych przyjemności można by zaliczyć do najlepszych antykonceptów na świecie. Kąpiel w wannie pełnej lodu jest przy tym subtelnością.

Przede wszystkim, aby nie mieć wątpliwości ile potrzebujemy licencji, jakich itp. Możemy się posiłkować narzędziem udostępnionym przez VMware – VMware License Advisor. Pozwoli ona nam na zweryfikowanie jak dużo vRAM aktualnie używamy i jaki typ licencji powinniśmy wybrać.  Poniżej, korzystając z uprzejmości Alana Renouf przedstawiam wam wideo jak z tego narzędzia korzystać:

VMware License Advisor from Alan Renouf on Vimeo.

Mamy do wyboru trzy wersje nowego vSphere 5- Standard, Enterprise i Enterprise Plus. Poniższa tabelka prezentuje różnice między nimi:

Generalnie tak jak to zawsze było najnowsze funkcjonalności wchodzą do wersji Enterprise Plus, która jak pokazuje poniższa tabelka jest oczywiście najdroższa:

Można będzie je nabyć podobnie jak w przypadku wersji vSphere 4 w postaci Acceleration Kits, porównanie wersji jest przedstawione poniżej:

Dla obecnych użytkowników, którzy mają ważne wsparcie techniczne będzie istniała możliwość migracji, według nastepującego schematu:

Użytkownicy, którzy będą chcieli kupić upgrade do bardziej wybajerowanej wersji vSphere mogą to zrobić stosując się do następującego wzorca:

To tyle, jeśli chodzi o suche fakty. Wróćmy jednak do meritum całej wielkiej dyskusji dotyczącej licencjonowania, która w ostatnie tygodnie przetaczała się jak tornado przez fora internetowe. Otóż dotyczyła ona w szczególności parametru vRAM, który jest dodatkowym wyznacznikiem w licencjonowaniu nowego vSphere 5. Zacznijmy jednak od początku… vSphere 5 znosi limit ze względu na ilość rdzeni w procesorze, oraz ilość fizycznego ramu w serwerze zakłada jednak nowe obostrzenie w postaci vRAM. Parametr vRAM to nic innego niż ilość pamięci przypisana do maszyny wirtualnej.

Myślę, że najzgrabniej będzie można wyjaśnić licencjonowanie za pomocą przykładu. Przyjmijmy, że użytkownik ma dwa serwery wyposażone w dwa procesory każdy (po 6 rdzeni), serwer posiada 128GB pamięci RAM. Planuje zainstalować VMware vSphere w wersji Enterprise. Każdy z fizycznych procesorów wymaga licencji, wiec potrzebujemy, co najmniej cztery licencje VMware vSphere 5 Enterprise. Każda z nich uprawnia do zaalokowania 64GB vRAM, co razem daje nam w całości 256GB vRAM do wykorzystania. Do tej pory użytkownik nie ma jeszcze żadnych maszyn wirtualnych wiec póla vRAM jest jeszcze pusta.

Następnie użytkownik zaczyna tworzyć maszyny wirtualne. Wykreował ich 50, każda wyposażona w 4GB pamięci vRAM. Oba serwery fizyczne są w tej samej puli pamięci vRAM, są podłączone do tego samego vCenter Server i uruchomiono na nich tą samą wersję VMware vSphere. Ta pula pamięci vRAM pozwala VMware Distributed Resource Scheduler (DRS) i VMware VMotion do przenoszenia maszyn wirtualnych między serwerami, bez potrzeby dodatkowych licencji. Nawet, jeśli wszystkie 50 maszyn wirtualnych będą uruchomione na jednym CPU, pula pamięci vRAM nie zostanie przekroczona. Nasz użytkownik uruchamia, zatem klaster DRS.

Zwiększenie pojemność pamięci vRAM może zostać wykonane na trzy sposoby:

  • Dodawanie nowych licencji vSphere tego samego wydania do istniejącej puli.
  • Aktualizacja licencji na wydanie z większą pojemnością vRAM.
  • Dodanie nowego hosta z nową licencją vSphere tej samej edycji do istniejącej puli.

W przykładzie, użytkownik dodaje nowego hosta fizycznego z jednym 8 rdzeniowym CPU. Użytkownik nabywa dodatkową licencję VMware vSphere Enterprise. Dodatkowo licencja podnosi pojemność pamięci vRAM w puli o 64GB dając w sumie 320 GB. Użytkownik dodaje 8 maszyn wirtualnych posiadających 8GB pamięci vRAM na nowym hoście fizycznym.

Następnie, gdy użytkownik zechce zwiększyć pojemność puli pamięci vRAM o kolejne 100GB w celu dalszego rozwoju to ma dwie możliwości:

  • Kupić dwie dodatkowe licencje VMware vSphere tego samego wydania – Enterprise, co spowoduje zwiększenie pojemności pamięci vRAM o 128 GB.
  • Uaktualnić wszystkie pięć licencji VMware vSphere Enterprise na Enterprise Plus, które dają prawo do 96 GB pamięci vRAMper procesor. Aktualizacja ta zwiększy pojemność środowiska do 480GB.

Wszystko wydaje się logiczne, ale co w przypadku, gdy chcemy sobie stworzyć maszynę z powiedzmy bazą danych Oracle wyposażoną w 1TB pamięci vRAM? Z powyższego wynika, że będziemy musieli kupić przynajmniej 11 licencji VMware vSphere Enterprise Plus, aby to było możliwe… Otóż nie. VMware wprowadził na wypadek takich przypadków furtkę, aby można było tworzyć tzw. „Monster VM”. Maszyna wirtualna może skonsumować maksymalnie 96GB z puli vRAM. Czyli jeżeli użytkownik stworzy maszynę wirtualną, która pożera 1TB vRAM to z puli znika nam 96GB a nie tak jakbyśmy się spodziewali 1024GB.

Tak, więc nawiązując do naszego przykładu. Użytkownik ma 50 maszyn wirtualnych, każda po 4GB vRAM i 8 maszyn wirtualnych wyposażonych w 8GB vRAM daje to nam razem wykorzystanie puli vRAM na poziomie 264GB. Ze względu na licencje, które posiada (5 x VMware vSphere Enterprise) jego całkowita pula vRAM to 320GB, czyli pozostało mu 54GB wolne. Użytkownik chce uruchomić jednak maszynę z 512GB vRAM. Gdy dokupi on kolejną licencję VMware vSphere Enterprise jego pula vRAM wzrośnie do 384GB, czyli będzie miał 120GB wolne. Po uruchomieniu Monster VM wyposażonej w 512GB vRAM będzie miał zaalokowane 360GB vRAM z dostępnych w całkowitej puli 384GB vRAM.

Tak, więc jak widzicie nie taki diabeł straszny jak go malują. Nowe licencjonowanie coraz bardziej zbliża się do modelu chmurowego i dla większości z nas nie będzie dużym problemem. Co więcej, ze względu na zniesienie obostrzeń dot. rdzeni i fizycznej pamięci może okazać się zbawienne. Warto jednak zauważyć, że będzie ono bardzo zaporowe w dużych firmach hostingowych i infrastrukturach skierowanych na cloud computing.

Po podsumowaniu zmian w wersjach płatnych, czas na odrobinę goryczy. Co z ESXi? Otóż 32GB fizycznego RAM per serwer. Panowie… Bieda 🙁

About the author

Bloger i niezależny konsultant z wieloletnim doświadczeniem w branży IT. Specjalizujący się w wirtualizacji i cloud computingu. Posiada tytuły MCP, MCTS, VCP oraz VMware vExpert.
3 Responses
  1. Chyba autor się nie orientuje w produktach VMware. Używa „ESXi” jako synonimu wersji bezpłatnej. Po pierwsze: od dawna już tak nie jest i ESXi pozostanie jedyną rozwijaną wersją. ESX odchodzi (na zasłużoną) emeryturę (obecna wersja 4.1 jest ostatnią). Po drugie: Darmowa wersja nazywa się „VMware vSphere Hypervisor”.

    Jedno co się zgadza to bieda – tylko 32GB RAM w wersji free. Efekt będzie taki, że VMware pozbędzie się swoich „darmowych” użytkowników (ci przemigrują na Hyper-V lub XenServer). Wiem – nie przynoszą oni natychmiastowego przychodu, ale w dłuższej perspektywie (po zapoznaniu z produktem i wzrostem potrzeb) budżety w końcu się znajdują. A tak VMware odcina ich od siebie, co spowoduje mniejsza znajomość technologii i siłą rzeczy zmniejszenie puli potencjalnych klientów. Zresztą to temat na dłuuugi wpis na blogu a nie komentarz 😉

  2. ml

    Ech… co ja mam powiedzieć, stare przyzwyczajenia z tym nazewnictwem dały o sobie znać 🙂 Masz oczywiście absolutną rację.

    Co więcej zgadzam się, że VMware trochę strzela sobie w kolano tymi 32GB RAM przy ES… VMware vSphere Hypervisor 😉 To ta sama klasa błędu co brak inwestycji w programy akademickie a co za tym idzie nie przyzwyczajanie ludzi od początku do logiki swoich produktów. Zdaje mi się, że VMware tym ruchem pokazuje że wybrał zdecydowany Enterprise a maluczcy niech się szarpią.

  3. Moim zdaniem, z biznesowego punktu widzenia VMware nie popelnia bledu. To ze ten krok (ograniczenie RAMu do 32GB w wersji free) nie podoba sie ludziom/firmom ktore chca wszystko za free nie powoduje, ze VMware na tym ucierpi. Sugerowane przejscie na Hyper-V nie jest tutaj opcja dla tych co chca za darmo (bo MS w ogole nie ma darmowej wersji swojego produktu). Zostaje Xen.

Leave a Reply