0
Items : 0
Subtotal : 0,00 
View CartCheck Out
0
Items : 0
Subtotal : 0,00 
View CartCheck Out

Technologie informatyczne są ogromnie absorbującym zjawiskiem, inwestujemy w obcowanie z nimi niepoliczalne ilości czasu, pieniędzy i emocji. Wszech otaczający nas woal IT odciska coraz większe piętno w rzeczywistości – zmieniające się formy kontaktu, społeczności znajdujące swoje odbicie niejednokrotnie wyłącznie w sieci, wyzwolony z jarzma lokalności ekshibicjonizm, zanikająca tożsamość lokalna itd. Odnieść można wrażenie, co prawda, na razie, jako delikatny szept przy uchu, że stajemy się powoli… nienamacalni.

Najzgrabniej ową nienamacalność można zobrazować poprzez naszą pracę, a dokładnie rzecz ujmując jej efekty. Codziennie rzesze ludzi zasiadają przed milionami komputerów i pogrążają się w kilkugodzinną, żmudną pracę. Całymi dniami stukając w klawiaturę produkują setki tysięcy gigabajtów wirtualnych danych, miliardy stron zadrukowane cyfrowym, niewidzialnym atramentem. Wyniki pracy tej niepoliczalnej masy umysłów można obejrzeć tylko przez okno monitora. Niematerialne efekty sprawiają, że nienamacalne cele zostają osiągnięte.

Coraz mniej z nas ma przywilej oglądania rzeczywistych efektów swojej pracy. Nie szukajmy daleko, spójrzmy na samych siebie – dyrygenci wirtualnej rzeczywistości. Pracując przez lata dostrajamy nasze infrastruktury do perfekcji, zgrywamy je ze sobą, sprawiając, że funkcjonują bez najmniejszego fałszu. Każdy z nas stara się by pod jego batutą, skrzętnie umieszczona w kazamatach, ukryta za systemami kontroli dostępu, kamerami, daleko od realnego świata rosła kolejna Królewska Orkiestra Concertgebouw… Jednak, gdy dochodzi do momentu, w którym chcemy się pochwalić światu swoim dorobkiem, okazuje się, że przy byle, rzeźbie, obrazie czy krzywo zbitym domku dla ptaków, nasze dzieło z epickiego preludium, karleje do suchego epitafium – maszyny, która robi PING.

Wydawać by się mogło, że już lata temu powinniśmy upaść w najgłębsze odmęty depresji, tymczasem zarówno samo IT jak również wszystkie branże, w których odgrywa ono choćby najmniejszą rolę rozwijają się w oszałamiającym tempie. Wniosek niejako nasuwa się sam – nienamacalne efekty mogą okazać się meritum życia a rzeczywistość podłym, uciążliwym obowiązkiem.

Będąc Polakiem mam niejako wpisaną w DNA wysoce rozwiniętą umiejętność snucia apokaliptycznych wizji, dlatego warto rozejrzeć się za przykładami gdzieś indziej. Na szczęście nie trzeba daleko szukać, wystarczy sięgnąć po dowolny tytuł science fiction. Gatunek ten serwuje wręcz nieskończoną ilość scenariuszy upadku naszej cywilizacji. Jednakże większość wizji techno-apokalipsy ma jeden wspólny element – rzeczywistość, która staje się ciężarem i ograniczeniem. Cyberprzestrzeń jest istotna, podróże kosmiczne są sexy, natomiast codzienność pogrążona jest w strugach deszczu, hektolitrach wódy i tonach narkotyków. Da się również zauważyć pragmatyzm – świat w tych książkach może jest i brzydki, ale wysoce przemyślany. Nic nie jest pozostawione przypadkowi, wszystkie jego elementy do czegoś służą, spełniają jakąś konkretną rolę. Ogromne budynki pełne małych, lecz funkcjonalnych mieszkań, nieistniejący transport publiczny zastąpiony automatycznymi taksówkami. Wszystko się wpasowuje w fakt wszechogarniającej nienamacalności. Po co nam duże przestrzenie, czy wysublimowane widoki? Przecież życie jest tylko przesiadką do cyberprzestrzeni.

Można oczywiście śmiać się z rzeczywistości kreślonej przez pisarzy SF. Uważając, że wszystkie ich dzieła powstały po lekkim nadużyciu pseudoefedryny na jesienny katar. Warto jednak zauważyć, że niektóre fantastyczno-naukowe wizje stały się faktem i nierozerwalną częścią obecnego świata… Horyzont znów się przesunął – teraz, stojąc jedną nogą w wirtualnej rzeczywistości, która przecież jeszcze przed chwilą była jedynie mrzonką, nowe pokolenia inżynierów podwijają rękawy, aby udowodnić kolejne rzekomo niemożliwe teorię.

Felieton został opublikowany na łamach IT Professional.

About the author

Bloger i niezależny konsultant z wieloletnim doświadczeniem w branży IT. Specjalizujący się w wirtualizacji i cloud computingu. Posiada tytuły MCP, MCTS, VCP oraz VMware vExpert.

Leave a Reply