Bardzo rzadko zmuszony jestem rozplątać się z kabli i opuścić moją bezpieczną, informatyczną norę. Czasami jest to wesoła okazja będąca całonocnym pijaństwem w imię kolejnej rocznicy wydania Warcrafta III, a czasami zupełnie smuta – jak pogrzeb zabranego przez miażdżycę kolejnego kolegi z kółka IRC’owego. Tym razem sytuacja przedstawiała się zgoła bardziej nieprzyjemnie…

ubergeek_workspace

Opuszczanie matni to proces pewnie dla wielu z Was równie bolesny jak dla mnie. Najgorszy jest jednak moment, kiedy wychodzimy z naszego, bądź co bądź, hermetycznego środowiska w krąg niewtajemniczonych osób. Stereotypowo jesteśmy nerdami i rozmowa z nami zazwyczaj kończy się zaraz po szybkim wymienieniu kurtuazyjnego cześć, a dokładnie moment po podzieleniu się z towarzystwem informacją, że zajmujemy się IT. Atmosfera robi się niezręczna, wzrok rozmówcy rozbiegany a nieskazitelny garnitur uśmiechu jego partnerki coraz bardziej napięty… Nie można się oprzeć wrażeniu, że za chwile zaczniemy być głaskani po główce i informowani uspokajającym głosem, że farbki dostaniemy później i, że w ogóle powinienem już iść do łóżeczka, bo późno i trzeba spać.

…dostałem zaproszenie na imprezę pełną humanistów. Szatan maczał w tym palce, gdyż wymigać nie miałem się jak – w końcu moja wyimaginowana dziewczyna była by na mnie wściekła. Przywdziałem, więc niedzielne laczki, maturalny dżins i udałem się z Najpiękniejszą Kobietą w Mieście na rzeczone ukrzyżowanie…

Bolesność całej sytuacji objawia się poprzez panujące powszechnie mniemanie, że ludzie zajmujący się szeroko rozumianą informatyką, to żywe rezultaty tragicznego w skutkach eksperymentu połączenia Barta Simsona z Grinch’em. Według nich aspołeczność, oraz odraza ku naturalnym przyjemnościom zdają się zdumiewająco pociągające dla typowego informatycznego tetryka. Pytanie czy to wyobrażenie jest faktyczne zgodne z prawdą… z naszej perspektywy niekoniecznie. Jedni z nas kochają motoryzację, lotnictwo, czy też sporty ekstremalne, inni lubują się w fotografii i zaczytują w książkach. Zdarza nam się, bowiem mieć inne, nie związane z IT pasje, którymi lubimy i chcemy się dzielić ze światem, problem jednak tkwi w tym, że audytorium rzadko jest zainteresowane, aby o tym usłyszeć.

…droga ciągnęła się jak transfer na modemie 56,6KBps. Kiedy dotarliśmy na miejsce, zaraz po przywitaniu się, towarzystwo przeżuło moją humanistycznie niestrawną personę i wypluło w najciemniejszy kąt – tak, aby przypadkiem nie natknąć się na mnie w czasie zabawy. Bo w końcu, o czym z takim informolem rozmawiać? O rzeszach jego przełączników, chordach serwerów? Cóż, bowiem może być interesującego w człowieku, którego najlepsza impreza to zamówieniem pizzy i zjedzeniem jej w serwerowni! Kiedy szef był w pracy – For real!

Wydaje mi się, że czasy, kiedy z zawodem informatyka wiązała się zatęchła piwnica pełna kabli, puszek po coli i kartonów po pizzy odeszły w niepamięć. Niewielu już pozostało prawdziwych wojów konsoli oddających całego siebie na żer kernela wszechmogącego i niekończącej się pracy zastępującej życie. Tematyka IT, bowiem, rozrosła się do tak potężnych rozmiarów, że spędzając nawet dodatkowe 16 godzin dziennie na studiowaniu i zgłębianiu jej zagadnień zdaje się być niemożliwym dowiedzieć się o niej wszystkiego. Rezygnacja z poświęcenia życia dla zakonu IT zaowocowała nowym pokoleniem informatyków – ekspertów w wąskiej specjalizacji, posiadających czas na własne życie i związane z nim pasje. Ludzi, którzy z wyznawców, stali się normalnymi pracownikami niczym elektryk, pisarz czy stolarz. Potrafiącymi w miarę jasny sposób odnaleźć równowagę i granicę miedzy pracą a życiem osobistym… Nadal jednak silnie wyeksponowanych na bolesne działanie efektu „flanelowej koszuli”, spowodowanego, jak to zwykle bywa faktem nienadążenia stereotypu za rzeczywistością.

…po czterech godzinach męki przy akompaniamencie muzyki tak alternatywnej, że nawet nieistniejącej, mówienia, że pizza domowa jest smaczniejsza od tej kupowanej, nareszcie opuściliśmy lokal. Złożyłem palce na klawiaturze, delirka ustała.

Felieton opublikowany w magazynie IT Professional.

About the author

Bloger i niezależny konsultant z wieloletnim doświadczeniem w branży IT. Specjalizujący się w wirtualizacji i cloud computingu. Posiada tytuły MCP, MCTS, VCP oraz VMware vExpert.
3 Responses
  1. Jak na tak „stetryczałego informatyka” masz zaskakująco lekkie pióro… czyżbym wyczuwała subtelną duszę humanisty? 😉

Leave a Reply