Koniec roku zbliża się wielkimi krokami. Listopadowa zaduma ustępuje miejsca zadumie nad wydaniem pozostałego nam budżetu. Pielgrzymki samochodów pełne ogolonych, pachnących tanimi perfumami, ubranych w „jakoś tam” skrojone garnitury, dyrektorów handlowych jeżdżą od jednych drzwi do drugich stawiając znicz na resztkach naszych budżetów.

synmarnotrawny

Grudzień niesie ze sobą pewną trudną do uchwycenia atmosferę panicznej potrzeby wydawania pieniędzy. Nie objawia się to tylko i wyłącznie w biznesie. Wynika to również z życia codziennego, gdzie kolacja wigilijna pozostawia po sobie nie tylko niestrawność, ale i również ciągnące się przez resztę roku długi. 

Podobnie sprawa ma się z zakupami w firmie… Po ostatniej reformie edukacji, przy omawianiu literki „B”, uczy się dzieci, że budżet trzeba wykorzystać – teraz wie to już każdy przedszkolak. Za wszelką cenę. Ponieważ niewykorzystanie go w roku bieżącym prowadzi do przepadnięcia pieniędzy. W skrócie owocuje to tym, że zabawek nie ma ani teraz, ani nie będzie w najbliższej przyszłości.

Dodatkowym problemem zrodzonym z niewykorzystania wszystkich funduszy, jest fakt rozbudzenia wyobraźni działu księgowego. Te nagłe poruszenie prawej półkuli mózgu jest tak wysoce wstrząsające dla nic niespodziewających się księgowych, że skutki bywają tragiczne. Konsekwencję tej traumy zazwyczaj odczuwamy w roku następnym, gdy jedna z przerażająco poważnych pań wręcza nam BUDŻET… skrupulatnie pomniejszony o niewykorzystaną przez nas kwotę.

Wobec tego staramy się, nasz zawsze przesadzony budżet, smakować przez cały rok. Odrywamy z niego kawałeczki, z pietyzmem, rozkoszujemy się każdą fakturą… ale nie nazbyt przesadnie. Pozostawiając sobie zawsze duży margines bezpieczeństwa. Nie chcemy być bowiem uznani za tych rozrzutnych. Pewnego dnia przychodzi upragniony koniec roku, a bufor, który sobie zostawialiśmy okazuje się nad wyraz bezpieczny. Czas odwetu za ostatnie jedenaście miesięcy jedzenia okruszków maluje się w zielonych barwach. Wigilia, w tym przypadku, to zbyt delikatne słowo … to raczej Ragnarök wydaje się zgrabniej ilustrować dramatyzm tej sytuacji, podczas której wygłodniała horda informatyków rzuca się na całkiem pokaźne pozostałości budżetu. Zaczyna się święto wydawania pieniędzy, podczas którego nie patrzy się nawet zbyt szczególnie na to co tak naprawdę się kupuje. Konsumpcja jest w tym momencie najważniejsza i bezwarunkowa. Zresztą niema się co dziwić. Nie zawsze z końcem roku można dostać to co chciało się kupić. Mimo iż dyrektorzy handlowi wypruwają sobie flaki by wyssać do cna resztki budżetów, to towaru i tak jest za mało. Magazyny już w środku grudnia wypełnione są jedynie powietrzem, ponieważ wszystko co było dostępne jest już dawno wyprzedane. Przyglądając się temu, zdaje się, że pod koniec roku nawet osiedlowe sklepy komputerowe są do cna złupione, a ich właściciele wymordowani. Niewiele brakuje, by w poszukiwaniu sprzętu grasujące służbowymi fordami focusami gangi dyrektorów handlowych włamywały się do domów.

Groteska jest tym większa, że często z braku innej możliwości najgorsi wrogowie i wieczni przeciwnicy biznesowi zaczynają ze sobą współpracować. Co więcej nawet klienci, zmuszeni niemożnością swoich dostawców, zgłaszają się do znienawidzonych firm. Wrogowie stają się przyjaciółmi a bracia wilkami, wyrywającymi sobie towar nieraz prosto z rąk. Zdesperowanie sięga granic możliwości, a jeszcze trzeba w tym czasie przeżyć duchowe uniesienie z okazji świąt właściwych! Tylko Prawdziwy Dyrektor Handlowy jest w stanie to wszystko pogodzić. Złupienie jak największej ilości budżetów to jedno, ale jednocześnie istotna jest pamięć o kolczykach z kryształami Swarovskiego dla żony, klockach Lego dla syna i plecaku Hana Montana dla córki… i oczywiście o małej ratce za mieszkanie, samochód oraz wielkim worku karmy dla psa.

Może to jest właśnie ten nowoczesny cud nocy wigilijnej? Wszystkie niesnaski idą w niepamięć, a grzechy stają się wybaczone. W imieniu Mamona wszechmogącego zjednoczeni synowie marnotrawni powracają. Amen.

Felieton opublikowany w magazynie IT Professional pod tytułem „Raz i dwa – budżet już Cię ma…”.

About the author

Bloger i niezależny konsultant z wieloletnim doświadczeniem w branży IT. Specjalizujący się w wirtualizacji i cloud computingu. Posiada tytuły MCP, MCTS, VCP oraz VMware vExpert.

Leave a Reply