Najbardziej przerażające w Barcelonie, już podczas samego wyjazdu, jest myśl o powrocie. Niepowtarzalny klimat, oraz chyba najważniejsze – wszechogarniające ciepło i miękkie słońce. Sprawiają, że chce się porwać samolot gdy podchodzi do lądowania w gęsty, kapuśniakowy wieczór na lotnisku w Pyrzowicach. Sterroryzować załogę, żądając natychmiastowego powrotu na rozpalone dogasającym jesiennym słońcem plaże Costa del Sol.

vmworl-2014-costa

Postanowiłem w tym roku nieco inaczej podejść do VMworld niż w latach poprzednich, kiedy to jak szynszyla po górach, grasowałem po całym kompleksie, w amoku przyjmując wszystkie wysyłane do mnie impulsy. Intensywność doznań była na tyle ogromna, że zazwyczaj przez kolejne kilka dni zdychałem na wszelkiego rodzaju kace, opuchlizny i inne przypadłości pielgrzyma. Po prawdzie ten rok również spędziłem na służalczym pełzaniu po gadżety, bo kto by się nie skusił na darmowego iPada, albo BMW i8 na weekend… jednakże bardziej skupiłem się na osławionym, górnolotnie nazywanym przez wszystkich networkingiem, spotykaniu i gadaniu z ziomkami i poznawaniu nowych ciekawych osobistości.

Myślę, że VMworld 2014 w niczym nie ustępował poprzednikom. Pojawiło się kilka kontrowersji w postaci nowych ogłoszeń parafialnych, a w zasadzie ich braku. Niby pojawił się vRealize i EVO:RAIL, ale to wciąż nie było to czego oczekiwały tłumy. Wszyscy czekali na ogłoszenie nowego vSphere 6.0 i całego ekosystemu wiązanego z tym produktem. Niestety doczekaliśmy się tylko informacji o becie. Podczas obiadu liderów VMUG mieliśmy okazję porozmawiać z CEO VMware – Patem Gelsingerem, którego oczywiście o vSphere 6.0 został zapytany na samym początku. Powiedział, że ze względu na wciąż nie zakończony proces testów trudno im było ogłosić produkt, który planowany jest na przyszły rok. Faktycznie gdyby to zrobili mogliby popaść w dosyć zawiłe problemy finansowo-księgowe. Wyobraźmy sobie, że ogłoszony zostałby jeszcze nie gotowy produkt, którego premiera, przewidziana jest gdzieś tam w nieokreślonej przyszłości – mogłoby to spowodować, że potencjalni klienci czekali by z zakupami, mogłaby spaść sprzedaż, akcje itp. Prawdopodobnie najlepiej by było z punktu widzenia finansowo-księgowego, aby vSphere 6.0 w ogóle nie został nazwany, podany i pozostawał jakimś tam kawałkiem kodu znajdującym się w bliżej nieokreślonym wymiarze.

EVO:RAIL, już odrobinę o nim pisałem, ale udało mi się porozmawiać z Mikiem Laverickiem, który aktualnie zanurzony jest w ten projekt „po uszy, po pas, o szyję”. Jeżeli nie kojarzycie Mika to zapraszam na nasz kanał na YouTube gdzie opublikowaliśmy filmy z jednego z poprzednich VMUG-ów z nagraniem jego sesji. Bardzo fajny i otwarty człowiek. Zapytałem go o kilka kwestii związanych z tą platformą, przede wszystkim o tą która myślę wielu z nas ciśnie się na usta… VMware sprzedaje hardware? Otóż nie. Hardware pochodzi od różnych producentów. VMware natomiast dostarcza to co dostarczał od zawsze – software, dopakowany dodatkowo w odrobinę automatyzacji pod postacią skryptów pythona i przejrzyste GUI. Schemat wygląda następująco, kupując 4 wezłowy system EVO:RAIL – to niezbędne minimum. Cztery sztuki serwerów implikowane są zastsowaniam VSAN wewnątrz rozwiązania. Jak zapewne wiecie VSAN potrzebuje co prawda minimum trzech węzłów do działania, tak więc skąd cztery w EVO? VSAN postawiony w formule minimum ma jedną, zasadniczą wade – jeżeli padnie jeden z węzłów cały klaster staje, ponieważ niema niezbędnego minimum. Dlatego wiec, w rozwiązaniu EVO:RAIL mamy min. 4 hosty aby w przypadku awarii jednego problem zamrożenia klastra nie spędzał na snu z powiek. Zamawiając ten produkt dostajemy zestaw czterech serwerów, na pierwszym z nich mamy preinstalowane oprogramowanie instalatora, w którym definiujemy wszelkie podstawowe konfiguracje – zakresy adresacji, nazwy, adresy serwerów DNS itp. Następnie pierwszy serwer przy pomocy implementacji protokołu Zeroconf i LoudMouth odnajduje pozostałe węzły, nawet gdy nie mają żadnej adresacji i przy szeregu pythonowych skryptów rozpoczyna automatyczną instalację i konfigurację. Jak nic się nie wyłoży to w ciągu 15 min otrzymujemy w pełni funkcjonalny klaster vShpere, wraz z vCenter, Log Insight i VSAN, otulone w system zarządzania EVO:RAIL. Oczywiście jest również możliwość dostępu do zwykłego vCenter i innych konsol. Natomiast integracja tego wszystkiego odbywa się poprzez dostęp do konsoli EVO.

Kolejne moje pytanie do Mika związane było z tym dla kogo uważa ten sprzęt jest przeznaczony. Udzielił dwuczłonowej odpowiedzi, która w bardzo zgrabny sposób zgrała się z tym co powiedział dzień wcześniej Pat Gelsinger. Grupą docelową jest średni/większy biznes i instytucje, oraz bogatszy mały biznes. Jeden EVO:RAIL daje około 800GB RAM i 8TB powierzchni dyskowej (HDD+SSD), to całkiem sporo jak na małe przedsiębiorstwa, które zazwyczaj nie mają one takich wygórowanych potrzeb. Argument ten odbity został zarówno w przypadku Mika jak i Pata odpowiedzią, że jak cię nie stać na EVO:RAIL to może powinieneś poważnie rozważyć czy jest sens utrzymywania na swoim własnym podwórku infrastrukturę maszyn wirtualnych? Może czas rozejrzeć się za chmurą publiczną i przenieść tam swoje serwisy. Ponieważ te kilkanaście VM może w tym przypadku bardziej się opłacać utrzymać poza infrastrukturą, albo może nawet zlikwidować infrastrukturę całkowicie.

Odpowiedzi te rzuciły trochę światła na model biznesowy EVO:RAIL. To nie ma być produkt którego zadaniem jest walka z konkurencją, a raczej uzupełnienie luki między całkowitą wymianą środowiska tradycyjnego na hyperkonwergentne. Producenci tacy jak Nutanix, czy też Sypmlivity przyjmują formułę walki z starymi rozwiązaniami, całkowitej zmiany, przebudowy infrastruktury z aktualnego modelu do modelu hyperkonwergentengo – wyrzućmy wszystko co mieliśmy i zastąpmy to naszym sprzętem i ideologią. Ta nieco wywrotowa formuła sprawia, że klienci często obawiając się tak ogromnej zmiany w środowisku i ryzyk z tym związanych nie decydują się na żadne ruchy pozostając przy modelu aktualnym. Tutaj jest właśnie miejsce dla EVO:RAIL i w przyszłości RACK. To znaczy kupmy sprzęt do którego przywykliśmy, od producenta spójnego z naszą infrastrukturą, połóżmy na tym software na którym działamy od lat i podłączmy to nawet do naszej infrastruktury. Nowością jest VSAN, ale jest już skonfigurowany, na sprawdzonym sprzęcie i ryzyko jego awarii jest znikome. Idea EVO to sprzedaż kompletności hyperkonwergentego rozwiązania z kompatybilnością wsteczną… W pewien sposób jest to działalność konkurencyjna do wspominanych Nutanixa i Symplivity, ale raczej w zakresie ideowym niż funkcyjnym. EVO:RAIL to inny rynek, oraz inne potrzeby.

Społeczność dopisała, masa rewelacyjnych rozmów i wymiany doświadczeniami. Ten rok to również ogromna liczba Polaków. Ponad 100 osób z Polski na VMworld! Pokazuje to jak nasz rynek rośnie i jak chcemy zapoznawać się z nowymi technologiami. Oczywiście, jesteśmy pełnym werwy i chęci zabawy narodem, co też widać i świetnie wpasowuje się w luźną, atmosferę Barcelony.

Podsumowując, muszę powiedzieć, że ten rok zdecydowanie upływa pod znakiem społeczności – PLVMUG, VMware IT Heroes, Progress Bar, vBeer mnóstwo konferencji i spotkanych ludzi. VMworld pokazał również, że technologię tworzą fenomenalni specjaliści, dzięki którym produkty rosną lub upadają. Fajnie, jak jest się częścią społeczności, jak coś się daje dla niej i czasem fajnie też coś otrzymać. Dzięki!

ps. Już 27 Listopada spotkanie PLVMUG w Warszawie. Trzymajcie kciuki, bo za chwile wypuszczamy rejestrację.

About the author

Bloger i niezależny konsultant z wieloletnim doświadczeniem w branży IT. Specjalizujący się w wirtualizacji i cloud computingu. Posiada tytuły MCP, MCTS, VCP oraz VMware vExpert.
1 Response
  1. Fajny opis. Jestem bardzo ciekaw Twojego zdania w temacie „łączenia” OpenStack do portfolio VMware. Tak jak miejsce EVO:RAIL jest znane (mało firm w Polsce pozwoli sobie), tak też nie wiem jak to jest z połaczeniem VMware + OpenStack. Możesz rozwinąć?

Leave a Reply